Cześć! Jeśli wydaje Wam się, że cyberprzemoc to tylko złośliwe komentarze pod zdjęciem na Instagramie, to niestety musimy pilnie zaktualizować naszą wiedzę. Dziś nękanie w sieci przybiera formy, o których jeszcze niedawno czytaliśmy w książkach science fiction – generowane przez sztuczną inteligencję (AI) fałszywe „nudesy”, klonowane nagrania głosowe i kompromitujące przeróbki zdjęć (tzw. deepfake) stały się naszą szkolną rzeczywistością. Ale czy my, jako rodzice, i nasze dzieci, jesteśmy wobec tego bezradni? Absolutnie nie!

Postanowiłam zapytać o to kogoś, kto potrafi przełożyć zawiłe paragrafy na ludzki język. Moim i Waszym gościem jest adwokat Michał Sowiński z gdańskiej Kancelarii NSSS. Wybrałam go nie bez powodu! Na co dzień Michał to prawnicza waga ciężka – prowadzi wielomilionowe spory gospodarcze, ale jednocześnie z ogromną empatią zajmuje się sprawami rodzinnymi dotyczącymi małoletnich. Co najważniejsze, dylematy młodych ludzi w cyfrowym świecie zna od podszewki nie tylko z sali sądowej, ale też z własnego domu – jako tata trójki super dzieciaków! Prywatnie jest również wielkim pasjonatem nowych technologii oraz dumnym właścicielem nowofundlanda (psa o równie wielkim sercu!). To unikalne połączenie prawniczej precyzji, rodzicielskiego doświadczenia i technologicznego „ogarnięcia” sprawia, że to idealna osoba, by wyjaśnić nam, gdzie w cyfrowej piaskownicy kończy się żart, a zaczyna przestępstwo.
Poprosiłam Mecenasa o rozłożenie na czynniki pierwsze zjawiska cyberprzemocy, rówieśniczego bullyingu i odpowiedzialności za czyny w sieci – zarówno samych dzieci, jak i szkół oraz nas, rodziców. Zobaczcie, jak mądry, konkretny i życiowy przewodnik z tego powstał.

Poniżej znajdziecie zapis naszej rozmowy. Dla Waszej wygody przygotowałam ją w formie krótkiego FAQ – wystarczy kliknąć wybrane pytanie, by rozwinąć odpowiedź eksperta!
W polskim prawie „cyberprzemoc” nie jest jednym, osobnym przestępstwem z własną definicją. To raczej potoczne określenie różnych zachowań: nękania, gróźb, poniżania, publikowania czyjegoś wizerunku bez zgody, podszywania się pod kogoś, rozpowszechniania kompromitujących treści albo wykluczania i upokarzania dziecka w grupach internetowych. Prawnik nie pyta więc tylko: „czy była cyberprzemoc?”, lecz: „jakie dokładnie zachowanie miało miejsce”, a następnie zastanawia się czy i pod który przepis można je zakwalifikować oraz jakie w związku z tym działania można i należy podjąć.
„Bullying rówieśniczy” to pojęcie bardziej pedagogiczne i społeczne. Oznacza powtarzalną przemoc lub presję w relacji rówieśniczej, często z elementem przewagi grupy nad jednostką. „Cyberprzemoc” to ta sama logika krzywdzenia, tylko przeniesiona do świata cyfrowego: komunikatorów, social mediów, klasowych grup, gier, dysków współdzielonych czy narzędzi AI. W sprawach nieletnich znaczenie ma nie tyle nazwa zjawiska, ile to, czy dziecko dopuściło się czynu karalnego albo przejawia demoralizację w rozumieniu ustawy o wspieraniu i resocjalizacji nieletnich.
Ważne jest też to, że cyberprzemoc może być dla dziecka bardziej dotkliwa niż „tradycyjne” wyśmiewanie. Materiał w sieci można powielać, zrzut ekranu zostaje, a ofiara ma poczucie, że nie ma gdzie uciec — bo przemoc nie kończy się wraz z wyjściem ze szkoły.
Tak, ale nie ma jednego „paragrafu na hejt”. W praktyce korzysta się z kilku przepisów, zależnie od zachowania.
Jeżeli mamy uporczywe wysyłanie wiadomości, zakładanie kolejnych kont, śledzenie aktywności dziecka, publikowanie materiałów mimo próśb o zaprzestanie — może wchodzić w grę art. 190a § 1 Kodeksu karnego, czyli uporczywe nękanie (tzw. stalking). Sąd Najwyższy podkreślał, że stalking to zwykle nie jeden incydent, lecz pewien ciąg zachowań, które razem tworzą przestępstwo.
Jeżeli ktoś podszywa się pod ucznia, używa jego zdjęcia, danych albo wizerunku w celu wyrządzenia mu szkody osobistej lub majątkowej, trzeba rozważyć art. 190a § 2 Kodeksu karnego. To bardzo ważny przepis przy fake kontach, kompromitujących przeróbkach i niektórych deepfake’ach.
Wyzywanie, poniżanie, ośmieszanie może być znieważeniem z art. 216 Kodeksu karnego. Przypisywanie komuś zachowań lub cech, które mogą go poniżyć w opinii innych albo narazić na utratę zaufania — np. „ona wysyła nudesy”, „on kradnie”, „jest zboczeńcem” — może być zniesławieniem z art. 212 Kodeksu karnego. Jeżeli dzieje się to w Internecie, może pojawić się kwalifikacja surowsza, bo sieć może być środkiem masowego komunikowania, choć przy zamkniętej grupie klasowej zawsze trzeba badać zasięg i realny sposób rozpowszechnienia. Sąd Najwyższy wskazywał, że o „masowości” nie decyduje samo narzędzie, lecz to, czy przekaz trafia lub może trafić do licznej, nieoznaczonej albo szerokiej grupy odbiorców.
Jeżeli padają groźby — np. „zniszczę ci życie”, „pobijemy cię”, „wrzucimy twoje zdjęcia” — można rozważać art. 190 Kodeksu karnego, czyli groźbę karalną, a przy zmuszaniu dziecka do określonego zachowania, np. przesłania zdjęcia albo usunięcia zgłoszenia, także art. 191 Kodeksu karnego.
W skrajnych wypadkach w grę może wchodzić również art. 191a Kodeksu karnego czyli utrwalanie lub rozpowszechnianie wizerunku nagiej osoby.
Równolegle działa prawo cywilne. Dobra osobiste dziecka — wizerunek, cześć, prywatność, godność, tajemnica korespondencji — są chronione przez art. 23 i 24 Kodeksu cywilnego. Poszkodowany może żądać usunięcia skutków naruszenia, przeprosin, zaniechania dalszego rozpowszechniania, a w poważniejszych sprawach także zadośćuczynienia.
Najczęstsze formy, z którymi prawo musi się dziś mierzyć, to nie tylko komentarze typu „jesteś głupi” czy „nikt cię nie lubi”. Coraz częściej są to zorganizowane działania: klasowe grupy bez ofiary, ankiety „kto jest najbrzydszy”, przerabianie zdjęć, tworzenie memów, podszywanie się pod ucznia, publikowanie fragmentów prywatnych rozmów, wykluczanie z grupy, a ostatnio także generowanie materiałów przy użyciu AI.
Z perspektywy rodzica szczególnie trudne są sprawy, w których dziecko nie potrafi wskazać jednego sprawcy. Ktoś coś wygenerował, ktoś inny udostępnił, kolejna osoba zapisała, następna rozesłała dalej. Prawnie to nie znaczy, że „nic się nie da zrobić”. Odpowiedzialność może dotyczyć zarówno autora, jak i osoby, która świadomie rozpowszechnia krzywdzący materiał. W prawie cywilnym odpowiedzialność za szkodę może ponosić nie tylko bezpośredni sprawca, ale też ten, kto świadomie skorzystał z wyrządzonej komuś szkody albo nakłonił do jej wyrządzenia.
Nowym problemem są materiały generowane przez AI: fałszywe nudesy, przeróbki twarzy, deepfake’owe filmiki, głosy udające nauczyciela albo ucznia. PUODO (Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych) zwraca uwagę, że nawet wytworzony lub zmodyfikowany obraz osoby może być danymi osobowymi, jeżeli pozwala ją zidentyfikować, a przetwarzanie i rozpowszechnianie takich materiałów bez podstawy prawnej może naruszać przepisy o ochronie danych osobowych.
Częstym problemem jest również to, że przynajmniej na początku, osoba lub osoby krzywdzące inną, traktują to jako niewinną zabawę, robienie sobie żartów. To największy problem, żeby uświadomić młodym ludziom granicę pomiędzy żartami i zabawą, a krzywdzeniem innych.
Nie w pełni. Mamy przepisy, które można stosować do deepfake’ów, ale nie mamy jeszcze w polskim prawie kompletnej, prostej regulacji: „kto tworzy lub rozpowszechnia szkodliwy deepfake z wizerunkiem dziecka, podlega takiej i takiej odpowiedzialności”. Dlatego dziś trzeba składać sprawę z istniejących klocków: ochrony wizerunku, dóbr osobistych, danych osobowych, zniesławienia, znieważenia, nękania, podszywania się, gróźb, a w najpoważniejszych przypadkach — przepisów dotyczących treści pornograficznych z udziałem małoletnich.
Na poziomie Unii Europejskiej pojawiło się rozporządzenie AI Act. Ono definiuje deepfake jako wygenerowany lub zmanipulowany przez AI obraz, dźwięk lub wideo, który przypomina istniejące osoby, obiekty, miejsca lub zdarzenia i fałszywie wygląda na autentyczny. AI Act przewiduje też obowiązki przejrzystości, m.in. oznaczania określonych treści syntetycznych i ujawniania, że treść stanowi deepfake. Trzeba jednak pamiętać, że zasadnicze obowiązki z art. 50 AI Act będą stosowane co do zasady od 2 sierpnia 2026 r. i są adresowane przede wszystkim do dostawców oraz wdrażających systemy AI, a nie są prostym „kodeksem karnym dla ucznia, który zrobił deepfake koledze czy koleżance”.
Krótko mówiąc: prawo ma narzędzia, ale są one rozproszone. PUODO wprost wskazuje, że obecne regulacje są selektywne i niewystarczające wobec szkodliwych deepfake’ów, zwłaszcza gdy chodzi o szybkie usuwanie materiału i realną ochronę ofiary.
Pierwsza konsekwencja jest cywilna: naruszenie wizerunku, prywatności, godności i czci. Wizerunek jest dobrem osobistym chronionym przez Kodeks cywilny, a rozpowszechnianie wizerunku co do zasady wymaga zgody osoby przedstawionej. Jeżeli chodzi o dziecko, w praktyce dochodzi jeszcze rola rodziców jako przedstawicieli ustawowych. Poszkodowany może żądać usunięcia materiału, zaniechania dalszego rozpowszechniania, przeprosin, a nawet zadośćuczynienia.
Druga konsekwencja może być karna lub „nieletnia”, w zależności od wieku sprawcy. Jeżeli materiał ośmiesza, poniża, przypisuje ofierze kompromitujące zachowania, jest częścią nękania albo podszywania się, wchodzą w grę m.in. art. 190a, 212 lub 216 Kodeksu karnego. Jeżeli sprawca ma mniej niż 17 lat, sprawa zasadniczo trafia nie do zwykłego procesu karnego, ale do sądu rodzinnego w trybie ustawy o wspieraniu i resocjalizacji nieletnich. Sąd będzie rozpoznawał wówczas czy mamy do czynienie z czynem karalnym lub przejawem demoralizacji oraz jakie należy wyciągną z tego konsekwencje. Konsekwencje te mogą być wielorakie począwszy od upomnienia i zobowiązania do naprawienia szkody lub do określonego postępowania, poprzez umieszczenie w rodzinie zastępczej, a skończywszy na umieszczeniu w młodzieżowym ośrodku wychowawczym lub w okręgowym ośrodku wychowawczym.
W grę może też wchodzić nieuprawnione przetwarzanie danych osobowych.
Tak, może być to naruszenie prawa, choć oczywiście ciężar sprawy będzie inny niż przy materiale ośmieszającym albo seksualnym. Prawo do wizerunku nie polega tylko na ochronie przed brzydkim pokazaniem. To prawo do decydowania, czy i w jakim kontekście mój wygląd jest rozpowszechniany. Nawet „upiększony” wizerunek może być niechciany, zawstydzający albo naruszający poczucie tożsamości dziecka, nie mówiąc już o jego rozpowszechnianiu.
Nie oznacza to automatycznie przestępstwa. Jeśli ktoś jednorazowo zrobił przeróbkę, nikomu jej nie pokazał i nie było krzywdy, trudno mówić o ciężkiej odpowiedzialności. Ale jeśli materiał trafia do klasy, na grupę, do social mediów albo zaczyna żyć własnym życiem, zgoda ma znaczenie. Działanie „w dobrej wierze” nie zastępuje zgody osoby, której wizerunek dotyczy.
Tak, ma znaczenie — ale raczej na korzyść zwykłej osoby, zwłaszcza dziecka. Osoba publiczna musi liczyć się z szerszym zainteresowaniem swoim wizerunkiem, ale tylko w granicach związanych z pełnieniem funkcji publicznych. Art. 81 prawa autorskiego przewiduje wyjątek dla osoby powszechnie znanej, jeżeli wizerunek wykonano w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych. Koleżanka z klasy nie jest osobą publiczną tylko dlatego, że ma konto na Instagramie albo TikToku.
W przypadku dzieci i nastolatków sąd powinien szczególnie poważnie traktować naruszenie prywatności, godności i poczucia bezpieczeństwa. Małoletni nie funkcjonuje w debacie publicznej tak jak polityk, celebryta czy influencer zawodowo monetyzujący swój wizerunek. Szkolny deepfake z twarzą dziecka to co do zasady ingerencja w sferę prywatną, nie „żart z osoby publicznej”.
Tutaj wchodzimy w najpoważniejszy obszar. Jeżeli materiał przedstawia małoletniego w kontekście seksualnym, trzeba analizować art. 202 Kodeksu karnego. Szczególnie istotny jest art. 202 § 4b, który dotyczy m.in. wytwarzania, rozpowszechniania, prezentowania, przechowywania lub posiadania treści pornograficznych przedstawiających wytworzony albo przetworzony wizerunek małoletniego uczestniczącego w czynności seksualnej. To jest przepis, który wprost dotyka problemu generowanych lub przerobionych obrazów.
Trzeba jednak powiedzieć uczciwie: nie każdy nagi lub półnagi deepfake automatycznie zostanie zakwalifikowany jako „treść pornograficzna” w rozumieniu prawa karnego. Organy ścigania czasem badają, czy przedstawiono czynność seksualną, narządy płciowe, kontekst seksualny, cel rozpowszechnienia i odbiór materiału. To właśnie jedna z praktycznych luk i przyczyn sporów. Ale nawet jeśli art. 202 okaże się trudny do zastosowania, nadal mogą wchodzić w grę: naruszenie dóbr osobistych, bezprawne użycie wizerunku, nieuprawnione przetwarzanie danych, nękanie, podszywanie się, zniesławienie, znieważenie, utrwalanie lub rozpowszechnianie wizerunku nagiej osoby albo zmuszanie groźbą do określonego zachowania.
Przy szkalowaniu dobrego imienia najczęściej patrzymy na art. 212 Kodeksu karnego, czyli zniesławienie, a przy obelgach i poniżających określeniach — na art. 216, czyli znieważenie. W sprawach rówieśniczych trzeba przy tym pamiętać, że część tych czynów jest ścigana prywatnie albo na wniosek, więc rodzic nie powinien poprzestać na ustnym zgłoszeniu „proszę coś zrobić”, tylko zadbać o właściwą formę zawiadomienia i ewentualny wniosek o ściganie.
Bez znajomości akt nie oceniałbym kategorycznie konkretnej decyzji, ale z prawnego punktu widzenia taka sytuacja jest możliwa. Organ ścigania nie bada sprawy wyłącznie przez pryzmat moralnego oburzenia — musi wskazać konkretne znamiona konkretnego czynu zabronionego. Jeżeli policja lub prokurator przyjmują wąsko, że materiał nie spełnia definicji treści pornograficznej, że nie wykazano „szkody osobistej” przy podszyciu się, albo że nie doszło do przetwarzania danych osobowych w rozumieniu przepisów, mogą odmówić wszczęcia postępowania.
W opisywanej publicznie sprawie PUODO wskazywał, że organy miały nie dopatrzyć się znamion m.in. art. 190a § 2 Kodeksu karnego, art. 202 § 3 Kodeksu karnego oraz art. 107 ustawy o ochronie danych osobowych. PUODO nie zgodził się z takim podejściem i podkreślał, że zmodyfikowany wizerunek uczennicy może stanowić dane osobowe, a jego rozpowszechnianie narusza prywatność i godność.
To pokazuje problem systemowy: rodzic widzi oczywistą krzywdę, a organ procesowy czasem mówi: „nie mieści się to dokładnie w przepisie”. I właśnie dlatego w takich sprawach trzeba bardzo starannie opisać nie tylko sam obrazek, ale też kontekst: kto go zrobił, kto rozpowszechniał, do kogo trafił, jak zareagowała klasa, jaki był skutek dla dziecka, czy były komentarze, groźby, szantaż, dalsze udostępnienia.
Luka jest po pierwsze definicyjna. Prawo karne lubi precyzję: musi być konkretny czyn, konkretny przepis, konkretne znamiona. Deepfake może być jednocześnie naruszeniem wizerunku, prywatności, danych osobowych i godności, ale żaden z tych elementów sam w sobie nie zawsze „włącza” automatycznie prokuratora. PUODO wprost wskazywał, że brak przepisów bezpośrednio odnoszących się do szkodliwych deepfake’ów utrudnia ściganie i dochodzenie ochrony przez ofiary.
Po drugie, organy czasem zbyt wąsko patrzą na „szkodę”. W sprawach dziecięcych szkoda nie musi polegać na utracie pieniędzy. Może polegać na upokorzeniu, lęku przed szkołą, izolacji, naruszeniu prywatności seksualnej, utracie poczucia bezpieczeństwa. Przy art. 190a § 2 Kodeksu karnego mówimy wprost o szkodzie osobistej albo majątkowej, a więc krzywda osobista może mieć znaczenie.
Rodzic powinien rozmawiać z policją i prokuraturą pisemnie, konkretnie i dowodowo. W zawiadomieniu warto wskazać, że sprawa może dotyczyć nie tylko „żartu” czy „przeróbki”, ale potencjalnie: bezprawnego użycia wizerunku, naruszenia dóbr osobistych, nieuprawnionego przetwarzania danych, nękania, podszycia się, zniesławienia, znieważenia, a przy seksualnym charakterze materiału — art. 202 Kodeksu karnego. Trzeba też wprost złożyć wniosek o ściganie tam, gdzie przepis tego wymaga, np. przy uporczywym nękaniu lub podszyciu się z art. 190a § 1–2.
Jeżeli sprawcą jest uczeń poniżej 17 lat, równolegle warto zawiadomić sąd rodzinny. Ustawa o wspieraniu i resocjalizacji nieletnich przewiduje społeczny obowiązek zawiadomienia sądu rodzinnego lub policji o czynie karalnym nieletniego, a szkoły mają obowiązek niezwłocznego zawiadomienia sądu rodzinnego lub policji o czynie ściganym z urzędu, o którym dowiedziały się w związku ze swoją działalnością.
W polskim prawie trzeba rozróżnić trzy granice: 10 lat, 13 lat i 17 lat. Odpowiedzialność karna na zasadach Kodeksu karnego co do zasady zaczyna się od 17 lat. Między 13. a 17. rokiem życia mówimy zasadniczo o postępowaniu w sprawach nieletnich za czyny karalne lub przejawy demoralizacji. Od 10. roku życia możliwe jest postępowanie w sprawach o demoralizację.
Konsekwencje dla nieletniego nie polegają zwykle na „karze” w dorosłym sensie, tylko na środkach wychowawczych, lecz nie należy ich lekceważyć. Sąd rodzinny może m.in. upomnieć nieletniego, zobowiązać go do przeproszenia pokrzywdzonego, naprawienia szkody, zadośćuczynienia za krzywdę, udziału w zajęciach terapeutycznych lub wychowawczych, zakazać kontaktu z pokrzywdzonym, ustanowić nadzór rodziców albo kuratora, a w poważniejszych przypadkach zastosować dalej idące środki.
Rodzice nie odpowiadają karnie „automatycznie” za to, co zrobiło dziecko. Mogą jednak ponosić odpowiedzialność cywilną, jeżeli można im przypisać niewłaściwy nadzór. Kodeks cywilny przewiduje odpowiedzialność osoby zobowiązanej do nadzoru nad kimś, komu z powodu wieku nie można przypisać winy, chyba że nadzór był wykonywany starannie albo szkoda powstałaby mimo starannego nadzoru.
Sąd rodzinny może także zobowiązać rodziców do poprawy warunków wychowawczych, ścisłej współpracy ze szkołą lub poradnią, a nawet do naprawienia szkody wyrządzonej przez nieletniego albo zadośćuczynienia za krzywdę. Jeśli rodzice uchylają się od wykonania takich zobowiązań, sąd rodzinny może nałożyć karę pieniężną.
Najpierw doprecyzowałbym granice: w polskim prawie kluczowe nie jest „poniżej 14 lat”, lecz przede wszystkim poniżej 13 lat i poniżej 17 lat. Dwunastolatek nie odpowiada jeszcze w postępowaniu o czyn karalny tak jak nieletni, który ukończył 13 lat, ale może odpowiadać w postępowaniu o demoralizację, bo ta granica zaczyna się od 10. roku życia.
W prawie cywilnym dziecko, które nie ukończyło 13 lat, nie ponosi odpowiedzialności za wyrządzoną szkodę. To nie znaczy jednak, że poszkodowany zostaje bez ochrony. Wtedy patrzymy przede wszystkim na osoby zobowiązane do nadzoru — zwykle rodziców — i pytamy, czy sprawowali nadzór należycie.
Co do WhatsAppa: aktualne warunki korzystania dla Europejskiego Obszaru wskazują minimalny wiek 13 lat, chyba że w danym kraju wymagany jest wyższy wiek. Dwunastolatek narusza więc regulamin platformy. Ale naruszenie regulaminu nie oznacza automatycznie, że rodzic ponosi odpowiedzialność karną za każdą wiadomość dziecka. Może natomiast być ważnym argumentem przy ocenie nadzoru rodzicielskiego: skoro dziecko nie powinno korzystać z usługi, to rodzic musi liczyć się z pytaniem, dlaczego do tego doszło i jak kontrolował używanie telefonu.
Po pierwsze: zabezpieczam dziecko. Nie zaczynam od publicznej awantury na grupie rodziców, tylko od rozmowy z dzieckiem, wsparcia i ustalenia, czy materiał nadal krąży, kto go widział, kto go przesłał i czy dziecko czuje się bezpiecznie w szkole.
Po drugie: zabezpieczam dowody, ale nie rozpowszechniam materiału dalej. Robię zrzuty ekranu tak, aby było widać nazwę grupy, datę, godzinę, nadawcę, treść wiadomości, reakcje i listę uczestników, jeżeli to możliwe. Zapisuję linki, identyfikatory profili, nazwy kont. Przy materiałach seksualnych z udziałem dziecka trzeba być szczególnie ostrożnym: nie rozsyłamy ich rodzinie, innym rodzicom ani wychowawcy „dla pokazania”. Dowód należy zabezpieczyć minimalnie, bez mnożenia kopii, a następnie przekazać właściwym osobom lub organom.
Po trzecie: żądam natychmiastowego usunięcia materiału. Zgłaszam treść administratorowi platformy, osobie prowadzącej grupę, rodzicom sprawcy, a jeśli grupa jest szkolna lub klasowa — także wychowawcy i dyrektorowi. W zgłoszeniu piszę krótko: materiał narusza wizerunek, prywatność i godność dziecka; żądam usunięcia, zakazu dalszego rozpowszechniania i zabezpieczenia danych sprawcy.
Po czwarte: zawiadamiam szkołę na piśmie. Proszę dyrektora o wdrożenie procedur ochrony małoletnich, rozmowę z rodzicami sprawcy, zabezpieczenie dowodów, zapewnienie dziecku wsparcia psychologicznego, przeciwdziałanie odwetowi i poinformowanie, jakie działania szkoła podjęła. Standardy ochrony małoletnich muszą obejmować m.in. procedury interwencji, osoby odpowiedzialne za przyjmowanie zgłoszeń, zasady bezpiecznych relacji między małoletnimi oraz procedury ochrony dzieci przed zagrożeniami w Internecie.
Po piąte: oceniam, czy sprawa wymaga zawiadomienia policji, prokuratury albo sądu rodzinnego. Przy seksualnym deepfake’u dziecka, szantażu, groźbach, uporczywym nękaniu, podszyciu się, szerokim rozpowszechnianiu albo odmowie usunięcia materiału — nie czekałbym na „wyjaśnienie w klasie”. Składałbym zawiadomienie, a jeżeli sprawcą jest nieletni — także zawiadomienie do sądu rodzinnego.
Po szóste: rozważam działania cywilne. W poważniejszych sprawach wysyła się wezwanie do usunięcia skutków naruszenia, przeprosin, zapłaty zadośćuczynienia, a czasem składa pozew o ochronę dóbr osobistych.
Szkoła nie powinna automatycznie umywać rąk tylko dlatego, że materiał pojawił się po lekcjach albo na prywatnym komunikatorze. Jeżeli sprawa dotyczy uczniów tej samej klasy, wpływa na bezpieczeństwo dziecka, relacje szkolne, obecność w szkole, dobrostan psychiczny i funkcjonowanie grupy, to szkoła ma obowiązek reagować w granicach swoich kompetencji.
Prawo oświatowe wskazuje, że system oświaty ma zapewniać bezpieczne i higieniczne warunki nauki, wychowania i opieki, a także upowszechniać wiedzę o bezpieczeństwie i zagrożeniach związanych z technologiami informacyjno-komunikacyjnymi. Dyrektor szkoły sprawuje opiekę nad uczniami, stwarza warunki harmonijnego rozwoju psychofizycznego i wykonuje zadania związane z zapewnieniem bezpieczeństwa uczniom w czasie zajęć organizowanych przez szkołę.
Oczywiście szkoła nie jest policją i nie ma narzędzi operacyjnych do ustalania sprawców anonimowych kont. Ale ma obowiązek uruchomić procedury: przyjąć zgłoszenie, udzielić wsparcia dziecku, zabezpieczyć to, co może zabezpieczyć, porozmawiać z uczniami i rodzicami, przeciwdziałać eskalacji, zastosować środki wychowawcze lub statutowe, a w poważnych przypadkach zawiadomić sąd rodzinny albo policję. Ustawa o wspieraniu i resocjalizacji nieletnich wprost przewiduje obowiązki szkół w razie informacji o czynie zabronionym ściganym z urzędu oraz możliwość zastosowania przez dyrektora środków oddziaływania wychowawczego w lżejszych sytuacjach.
Rodzic ma prawo wymagać od dyrekcji nie „załatwienia sprawy rozmową na korytarzu”, lecz pisemnej, proceduralnej reakcji: kto przyjął zgłoszenie, jakie działania podjęto, czy uruchomiono standardy ochrony małoletnich, czy zapewniono dziecku wsparcie, czy ograniczono kontakt ze sprawcą, czy zawiadomiono właściwe organy i jak szkoła zapobiega dalszemu rozpowszechnianiu materiału.
Do dyrektora idziemy praktycznie zawsze, jeżeli sprawa dotyczy uczniów tej samej szkoły albo wpływa na funkcjonowanie dziecka w szkole. Nawet jeśli równolegle składamy zawiadomienie na policji, szkoła musi wiedzieć, że dziecko jest zagrożone, że krąży materiał, że mogą pojawić się odwet, wyśmiewanie albo dalsze udostępnienia.
Na policję lub do prokuratury idziemy niezwłocznie, gdy materiał ma charakter seksualny, dotyczy nagości dziecka, jest szeroko rozpowszechniany, towarzyszą mu groźby, szantaż, wymuszenie, uporczywe nękanie, podszywanie się, włamanie na konto, kradzież danych albo gdy nie znamy sprawcy i trzeba zabezpieczyć dane techniczne. W takich sprawach czas jest kluczowy, bo treści znikają, konta są usuwane, a dane znajdujące się na platformach mogą być dostępne tylko przez ograniczony czas.
Bezpośrednie zawiadomienie prokuratury rozważyłbym zwłaszcza wtedy, gdy sprawa jest poważna, seksualna, medialna, dotyczy wielu sprawców, wielu pokrzywdzonych, wcześniejsza reakcja policji była bierna albo potrzebne są szybkie decyzje procesowe. W praktyce zawiadomienie można złożyć zarówno na policji, jak i w prokuraturze; najważniejsze, żeby było pisemne, konkretne, z dowodami i z wnioskami o zabezpieczenie danych oraz przesłuchanie wskazanych osób.
Jeżeli sprawcą jest uczeń poniżej 17 lat, nie zapominamy o sądzie rodzinnym. To nie jest „łagodniejsza wersja policji”, tylko właściwy organ do reakcji wobec nieletniego: może nakazać przeprosiny, naprawienie szkody, terapię, zakaz kontaktu, nadzór kuratora albo inne środki wychowawcze.
Najprostsza zasada dla rodzica jest taka: im bardziej sprawa dotyczy seksualności dziecka, szantażu, gróźb, masowego rozpowszechnienia, anonimowych kont albo uporczywego nękania — tym mniej miejsca na „poczekajmy, może samo ucichnie”. W takich sprawach działamy równolegle: szkoła, platforma, policja lub prokuratura, a przy nieletnim sprawcy także sąd rodzinny.

I jak? Prawda, że ten wywiad to absolutna kopalnia wiedzy? Najważniejszy wniosek, jaki płynie z odpowiedzi Mecenasa Sowińskiego, jest niezwykle budujący: prawo ma narzędzia, by chronić nasze dzieci, nawet jeśli technologia pędzi do przodu szybciej niż ustawy.
Kluczem jest jednak nasza reakcja. To my musimy wiedzieć, jak mądrze zabezpieczyć dowody, dlaczego nie wolno nam godzić się na trywializowanie problemu przez dyrekcję szkoły i jak poprawnie zgłaszać takie sprawy na policję czy do sądu rodzinnego. Nieważne, czy to „tylko” głupi żart 12-latka na klasowym WhatsAppie, czy wyrafinowany atak z użyciem sztucznej inteligencji – nasze dzieci mają pełne prawo do bezpieczeństwa, prywatności i godności, a sprawcy ponoszą realne konsekwencje.
Ogromnie dziękuję adwokatowi Michałowi Sowińskiemu za poświęcony czas i tak jasne postawienie granic w cyfrowym świecie. Jeśli kiedykolwiek będziecie szukać prawnika, który nie tylko zna się na skomplikowanych przepisach, ale też świetnie czuje współczesne technologie, a do spraw dzieci podchodzi z sercem i perspektywą doświadczonego rodzica – koniecznie zajrzyjcie do Kancelarii NSSS w Gdańsku.
Mam do Was, Drodzy Czytelnicy, jedną, wielką prośbę na koniec. Podzielcie się tym artykułem! Podeślijcie go znajomym rodzicom, wrzućcie na klasowe grupy na Messengerze (tak, te same, o których dziś mowa!) albo przekażcie wychowawcom w Waszych szkołach. Zbudujmy razem świadomą i bezpieczną przestrzeń dla naszych dzieciaków.
Do przeczytania (i usłyszenia!) w kolejnych materiałach na Piaskownica.ai!





